środa, 11 stycznia 2017

San Escobar!

Byłem tam!!!
Pięknie jest. Morze turkusowe, palmy... A Sanescobarcyjki to takie lufy, że głowa mała! Tylko jakieś niskie...
Ale od początku...
Historia tego kraju ginie w mrokach. Powiadają wprawdzie, że jego odkrywcą był kapitan Nemo, który dotarł tam na pokładzie swojego Nautilusa, ale z moich rozmów z autochtonami wynikło, że pierwszym był jednak Chuck Norris.
Zaraz po tym jak doliczył do nieskończoności.
Podobno ówczesna miss San Escobar, po stosunku z Chuckiem, rodziła dzieci przez kolejnych 16 lat, ale to chyba bujda. Natomiast niezaprzeczalnym faktem jest to, że Norris żeglował po Karaibach. Legendy o Syrenach zawdzięczamy jemu.
Utrudniony dostęp to tego kraju jest podstawową przyczyną ogólnie słabej znajomości San Escobar. Można się tam dostać jedynie mocno skomplikowaną siecią podwodnych tuneli łodzią podwodną. Niemal wszyscy zaginieni w Trójkącie Berdmudzkim żyją teraz w tym państwie; jest oczywiste... wszystkich wyratował wcześniej Chuck - honorowy obywatel San Escobar.
Krajem, od sześćdziesięciu siedmiu lat, zarządza cesarz - Dżaroslaw XI Popierdolony.
Wszyscy w tym państwie są równi. Mają po 165 cm wzrostu. Jedynie Dżaroslaw ma o dwa centy więcej - dlatego wybrano go na cesarza.
Nie mogą być wyżsi, a to z racji cholernie nisko przelatujących ogromnych stad szczerbatych kaczorów ludojadów, polujących na Sanescobarczyków, którzy są ich głównym przysmakiem, po pierwsze, a po drugie... Dżarosławowi nie wypada podnosić wzroku.
Cesarz ma swój harem.
Składają się nań najpiękniejsze niewiasty z całego państwa oraz Wróbel, Kruk, Szydło i jeden Moskal. To tańca w haremie przygrywa Mazurek na waltorni i Sobecka na rydzykowym flecie.
Obie na pół etatu.
Eksportowym hitem tego kraju są podwodne jednostki pływające; wszak bez nich nie da się opuścić San Escobar, ani do niego dotrzeć. Minister Waszczykowski już dawno ogłosił był chęć nabycia takiej jednostki w miejsce Caracali. I wcale nie chodziło mu o miasto w Rumunii.
Mieszkańcy nie żyją z turystyki. Nie produkują niczego prócz łodzi podwodnych. Nie mają nawet telewizji Trwam. Nie ma tam kin, teatrów ani masońskich loży. Dlatego nie żyje tam żaden Żyd ani lewak. Saneskobarczycy nie wiedzą co to rasizm. Są wprawdzie niskiego wzrostu, ale dumni. Dlatego też nasz minister spraw zagranicznych nie przytoczył słów ministra Escobara, z którym miał możliwość się spotkać w restauracji "Sowa i Mikrofony", a który na pytanie:
- Czy sprzedacie nam jedną ze swoich łodzi? - odpowiedział:
- Jak wasz prezes przestanie się masturbować wyłącznie przy swoich zdjęciach.

 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Do tych, którzy jeszcze nie rozumieją...

Ostrzegam! Będzie dziś długo i chwilami nerwowo. Przynajmniej dla niektórych... 
Chyba mam jakąś zdolność do rozpętywania burz. Moje, z konieczności, krótkie wpisy, publikowane zwykle na ogólnych forach, rozchylają cały wachlarz postaw, niestety, w sporej części tych najbardziej skrajnych...
Wiedzcie zatem, że nie bawią mnie serie inwektyw pod niczyim adresem. Są o wiele lepsze sposoby, aby kogoś zrównać z błotem i skopać! Rozumiejąc szczere intencje, proszę jednak o szacunek, choćby dla języka!
Zacznę od, być może trochę źle sformułowanego wpisu, który przytoczę ponownie...

"Klasyka pislandzkiej demagogii... Owsiak to nikczemnik! - napisała Gośka Wassermann. Kolejna, która dostała telefon od cesarza... Pisałem o tym przedwczoraj... Dilerzy nie odpuszczają. No to może i ja napiszę coś w podobnym stylu...
- Kaczyński to kretyn!
- Macierewicz to oszołom!
- Pawłowicz to debilka!
- Cały pis to rzesza szkodników!
- Rząd Szydło to banda świrów!
No! Proszę teraz o konstruktywną krytykę!"


Z wielu dziesiątków odpowiedzi wynika jasno: Większość rozumie o czym piszę i cieszy mnie to ogromnie.
Ogląd świata z perspektywy moich "prostackich tęsknot" jest pewnie bardziej przyswajalny, bufonom sprawia dodatkową satysfakcję możliwość przeczytania wypocin głupszych od siebie, a mnie, że tak wielu daje się na to nabrać...
I tu właśnie zaczyna się problem...
Ja robię to świadomie! Dedykuję bowiem mój prostacki blog do inteligencji, ludzi myślących, widzących więcej niż kaczorowa dupa i ślinotok Pawłowicz wyżerającej styropian.

Całkowicie odwrotnie do tych prawdziwych intelektualistów pokroju, powiedzmy Gowina, którzy w imię partykularnych interesów wypowiedzą każdą głupotę, byle tylko nie stracić ciepłego stołeczka.
To właśnie oni, wespół z klerem, najbardziej mącą w głowach owych pseudo-patriotów, pseudo-Polaków, pseudo-Europejczyków. Zadufanych w sobie ludzi małych i bez własnego zdania, których nikt i nigdy nie doceni. Bo są armatnim mięsem dla całej reszty. Różnica polega tylko na tym, po której stronie stoimy. Strzelamy wszak do tego samego celu! Właśnie do nich!
A oni lezą i lezą i lezą... I się z tego cieszą!
I wyłazi przed kamery taki członek pisu i do ogłasza:
- Tusk to ukradł!
- Co ukradł?
- Przecież nie wiem co ukradł...
- To skąd pan wie, że ukradł?
- Ja nie wiem, czy ukradł, ale pojechał do Brukseli!
- To znaczy, że ukradł?
- A czy ja coś takiego mówiłem? Proszę Pani! W pierwszej wojnie światowej...
... i tu następuje seria powiązań niczego z niczym, ale podprogowy sygnał: "Tusk ukradł...", dociera do tępych moherowych łepetyn, którzy natychmiast oznajmiają światu: Tusk to złodziej!
- Ma pani rację, pani Bzibziakowa! I morderca! Jarosław Kaczyński nas wyzwoli! I Jan Paweł Drugi! Zabił prezydenta, ukradł wszystko i uciekł do Brukseli po miliony! Bandyta! A prezydent nasz taki dobry i ładny! A jaki mądry! Trzeba się za niego pomodlić. Panie wie? Te Araby, co u nas już ich całe miliony to tylko gwałcą i zabijają. Zabili niewinnego chłopca w Ełku! Wystrzelać ich trzeba. Módlmy się!
Mniej więcej tak to wygląda w skrócie...

Niestety...
Podobny scenariusz piszą dla Jurka Owsiaka. Jednak w jego przypadku sprawa zatacza o interesy kleru, a to jest dla nich gorsze od zstąpienia na ziemię Szatana. Będą go zatem pośrednio, i bezpośrednio jak najbardziej też, gnębić na wszelkie dostępne im sposoby.
Wbrew pozorom w tym jest nasza siła!
Pokażmy więc jak głęboko w dupie mamy ich pokrętną demagogię obliczoną na rzeź intelektu w naszym kraju. Ja jestem cholernie mocno przeciw!
A Wy?




niedziela, 8 stycznia 2017

Pielgrzymka do mądrości

Zrobiło się zimno, ale słonecznie.
I to właściwie wszystko co mam miłego do napisania... Nawet sylwestrowe kace przeszły już do historii.
Do połowy kwietnia jesteśmy więc umoczeni w bezsensownej robocie za friko, bo dzień wolności podatkowej wypada chyba jakoś w tamtych okolicach.
Moja trauma jest o tyle większa, że jak pomyślę, kto zarządza miliardami z podatków, to niespecjalnie chce mi się jutro wstawać.
Wyobraźcie to sobie...
Cztery najbliższe miesiące będziecie kupować za własne pieniądze migawki, paliwo, nowe opony do rowerów, wsuwać trzy posiłki dziennie, zdzierać zelówy i stresować się gębą swojego szefa spijając osiemdziesiątą kawę tylko po to, aby po powrocie do domu włączyć telewizor i zobaczyć na ekranie Kaczora!
Co to, w mordę? Permanentny National Geographic? Nat Geo Wild... dla ubogich!
O reszcie tego zoo nawet nie chce mi się wspominać.
Właściwie to wspomnę!
O tym naszym Miśku kochanym, który na pytanie: Jakie prawo studiuje? odpowiedział: Takie normalne...
A pytał nie byle kto, bo ten sam, który wcale nie jeździ Mybachem i nie dostaje corocznie kilkudziesięciu milionów z naszych podatków; któren to wciągnął Miśka na listę studentów całkowicie ateistycznych studiów ekonomicznych w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. Nie wiem zresztą czy jest tam nawet taki kierunek, bo nie znalazłem, ale Miśkowi to rybka co studiuje. I tak zaraz skończy celująco ze dwa fakultety i dostanie Oskara. Znaczy Doktora, chyba...
Na te skromne, niepełne, dwa tysie za semestr, zrobią Miśkowi zrzutkę emeryci z niezakupionego  chlebka i margaryny. Na następny złożą się nielubiący ziemniaków.

Swoją drogą, to ta nasza narodowa fobia wykupywania przed każdymi świętami pieczywa, jest nieznośna. Kto na Wigilię opycha się chlebem? Albo na Sylwestra!
Dawniej panowała moda przykrywania chlebem denaturatu, że to niby wyciąga to fioletowe... Kiedyś go jednak nie piłem, a dziś dentkę robią bezbarwną więc umrę w nieświadomości.
Któregoś razu byłem w piekarni po pieczywo. Facet przede mną poprosił o jakiś wielki bochen.
- A długo będzie świeży?
- Oj, długo panie, dłuuuugo!
- Wierzę pani... - rzekł z ironią - przekonam się za pięć dni.
Nie jestem specjalnie namiętnym zjadaczem piekarskich wyrobów; pół małego chleba wystarczałoby mi na trzy dni, gdybym, po dwóch, nie wywalał pozostałej części do śmieci. Rzadko jadam tosty... Czekanie na smak tygodniowego chleba przypomina mi dziś oszczędzanie na czesne dla miśkowych aspiracji zdobycia tytułu magistra ekonomii w rydzykowej szkole i wysłuchiwania prelekcji wybitnych naukowców z Torunia:
- Czy w nauce jest miejsce na kulturę etyczną?
- Przeciwdziałanie nielegalnym formom wpływania na proces tworzenia prawa
- Wymiana doświadczeń i dobrych praktyk w zakresie zwalczania korupcji.

Piękne tytuły, co? Wręcz seksowne! Jak odwłok pani Wróbel.
National Geographic...





sobota, 7 stycznia 2017

Diler Gowin

Gowin: "Skoczkowie zrobili coś bardziej niewiarygodnego niż to, co robi opozycja!"
Darek Sobala: Byłem pewien, że jakiś pismen wykorzysta zwycięstwo naszych skoczków. Nie wiedziałem tylko jak? Na odpowiedź nie musiałem długo czekać...
Z łaski Jarosława, minister czegoś tam i założyciel czegoś tam jeszcze, uzyskawszy stopień doktora rozprawą zatytułowaną: Kościół w czasach wolności 1989–1999 (sic!), najnudniejszy człowiek w Polsce, trysnął energią!
To taka bardziej bateryjna energia, pozwalająca co najwyżej zasilić na dziesięć minut wibrator mocno napalonej osiemnastolatki, ale nie chodzi przecież o ilość posunięć, ale o ich jakość. A ta jest najwyższa!
Banda głupców, obsrywająca się na widok Macierewicza i klękająca przed cesarzem, musi wszak dostać codzienną porcję pisowskiej amfy, bo głód ich zaj*e. Dilerzy o tym doskonale wiedzą i nie pozwolą na przerwy w dostawach.
Dziś padło na Gowina.
- Tu cesarz! Podobno jakiś Stoch coś wygrał... Ch*j wie kto to jest, ale jak już wygrał. to mamy okazję przejechać się po Petru i PO. Wymyśl coś, bo inaczej nie pozwolę ci jutro pocałować swojej cesarskiej dłoni i wygonię do zakopywania trupów na Powązkach. 
No i Jarek był odebrał telefon i trysnął... niczym zarodowy żubr z białowieszczańskiej puszczy. Ten, którego jeszcze nie udało się odstrzelić za 12.200, ku rozpaczy ministra od opieki nad żubrami.
Jak w tym dowcipie:

Słoń pyta wielbłąda:
- Dlaczego masz cycki na plecach?
- Dlatego, żeby jakiś jeden z ch*jem na głowie miał problem!

Niekończące się problemy z dostawami pisowskiej amfy ogarniają coraz szersze terytoria krainy nonsensu.
Doczytałem się, że Krycha wydała pięćdziesiąt dwa tysie na taksówki, a Maniek Błaszczak wynajął sobie kserokopiarkę, na którą wydał osiem tysi z połowiną.
Najdroższa kserokopiarka jaką znalazłem kosztuje 5070,70 zł. Znaczy to tyle, że Maniek jest albo skończonym idiotą, albo jego szwagier robi dile z Canonem.
To szwy na miarę innego dowcipu, który właśnie mi się przypomniał...

Przychodzi dinozaur do okulisty i zrzędzi...
- Panie doktorze, ważka wpadła mi do oka.
Doktor zbadał pacjenta i mówi:
- To nie ważka, to helikopter.

Jazdę obok dyszla najpełniej uosabia Krycha, ale to zwierzę z gatunku psów szczekających całe noce, które wiedzą, że odeśpią to sobie w dzień. 


Znów jakoś odbiegłem od tematu...
Gowin nie jest idiotą. Jest zastraszonym kundelkiem, łapiącym co kilka sekund swój przedostatni oddech.
W strachu przed tym ostatnim.







środa, 4 stycznia 2017

Moja Szopka Noworoczna

Dobra. Znudziło mnie już pisanie głupot i czas zająć się czymś poważnym. Jak w tym dowcipie... 
- Słyszałem, że się wreszcie ożeniłeś...
- No!
- To musisz być szczęśliwy!
- Muszę...

Wciąż zastanawiam się dlaczego Pawłowiczówna nie wyszła za mąż? Nie daję jej  wielkich perspektyw na przyszłość, bo żaden diabeł nigdy jej nie zechce choćby dlatego, że małżeństwa między krewnymi są nielegalne. 
Podobnie jest z Klempą, która w ostatniego Sylwestra, pierwszy raz od piętnastu lat, wyszła z mężem z domu, ale tylko dlatego, że ktoś im podpalił choinkę. Ta pani to encyklopedyczny przypadek blondyny, która wyszła z wanny. Dwoma słowami określiłbym ją jako: "czysta głupota"... 
... z gatunku tych, które ostatnie pieniądze wydają na zakup portfela. 
Słyszałem, że jej mąż jest lekarzem, ale chyba bardziej psychiatrą niż weterynarzem, wszak poślubił swoją pacjentkę. 
Trudno mi odczepić się od tej pani. Jej wypowiedzi przypominają mi kolejny dowcip o blondynce u lekarza...

- Niech mi pan pomoże! Trzmiel mnie użądlił!
- Spokojnie, zaraz posmarujemy maścią...
- A jak go pan doktor złapie? Przecież on poleciał!
- Nie! Posmaruje to miejsce, gdzie panią użądlił!
- To było w parku, przy fontannie, na ławce pod drzewem.
- Posmaruje tę część ciała, w którą cię uciął!
- To trzeba było tak od razu! W palec mnie użądlił. Boże, jak to boli!
- Który konkretnie?
- A skąd mam wiedzieć? Wszystkie trzmiele wyglądają tak samo!

Chciałoby się dodać: 
Tak samo jak Cesarz Jarosław śpiewający polski hymn na drabince. 
Zapewne tylko wówczas nie obawia się zawodzić, bo zwykle sąsiedzi oskarżają jego kota o to, że wściekłe zwierzę znowu atakuje swojego pana. 
Ten zapyziały cap, wmawiający nam, że tylko on umie przewrócić kule, i jedynie on nie musi mieć wody, by zmienić ją w wino... ten kołysany do snu w rozklekotanej betoniarce stary pierdziel, któremu wydaje się że nie musi zmiatać kurzy, bo to one muszą zmiatać przed nim; ten jedyny... umiejący, niczym Chuck Norris, nalać wódkę do sitka... 
Ilekroć go widzę, przypomina mi się horror pt. "Teksańska masakra kopniakiem z półobrotu", czy jakoś tak... 
... któremu wciąż się wydaje, że nawet powietrzu nie wolno stawiać oporu, życzę z Nowym Rokiem złośliwego raka.
Moja noworoczna szopka nie może obejść się bez tego... jak mu tam... pensjonariusza Tworek, o wyglądzie krokodyla po pisowskiej reformie, jaszczura Terleckiego. Ten także, jak łatwo dostrzec, wiecznie pyta się Dżej Keja, czy wolno mu jeszcze oddychać, a to odbija się oczywistym piętnem na jego fatalnie wyprasowanej gębie. 
Trudno mi nie przejechać się po "flaszce" Głodziu, który chla jak syndyk: do upadłego. A po wypitym litrze każdy wikary ma na imię Patrycja.

Nadchodzą ponoć wielkie mrozy i molestowany Hofman spierdzielił na Saharę gdzie ze zdziwieniem skonstatuje, że istotnie musiało nieźle przymrozić, że aż tak dokładnie wysypali piaskiem. 

I co panie Wolski? Która szopka jest śmieszniejsza?



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Będzie wojna, czyli... najmniej optymistyczny wpis w tym roku...

Nie chcę nikogo straszyć, ale jest to raczej pewne. Trzecia wojna światowa nadciąga wielkimi krokami.Właściwie już się zaczęła... I nie są to moje słowa, a papieża Franciszka.  Kłopot z tą "trzecią" jest jednak taki, że wcale nie muszą brać w niej udział samoloty, lotniskowce czy czołgi. Nie te czasy. Jest dziś wiele innych sposobów wojowania, kto wie czy nie o wiele skuteczniejszych od banalnego zabijania się nawzajem. Wystarczy przecież doprowadzić do sytuacji, w której rozdzielone dziś światy, zaczną się gwałtownie łączyć, gdzie umierająca z głodu i skołatana wojnami domowymi środkowa Afryka, zacznie "na chama" przemieszczać się do Europy tuż za plecami uciekających już teraz Arabów, a my, ci liberalni światowcy, będziemy rozkładać ręce i starać się to wszystko po dżentelmeńsku ogarniać. Przecież właśnie na tym tle rozrastają się na naszych oczach wszelkiej maści szowinizmy. Nie tylko u nas! Stany - Trump, Francja - Le Pen, Austria - Strache... No i oczywiście Orban, Kaczolandia... Ciemnota popierająca tych demagogicznych capów, żerujących na społecznych fobiach, rozrosła się ponad miarę. Chwilowo nie wystarczy krzesanie iskier, aby wszystko wyleciało w powietrze, ale pożary nadciągają z tylu stron, że jest to jedynie kwestią czasu. Liberalizm europejski zdycha; zrobiło się wszystkim zbyt ciepło i przytulnie. Zatracili ostrość widzenia. Świat, w większości, składa się z niedouczonego prostactwa; nasze intelektualne dąsy docierają do niewielu. Docierają do nich komórki i internet, a wraz z nimi obraz idyllicznej Europy miodem i mlekiem płynącej. Wystarczy do niej jedynie dotrzeć...
I cóż z tego, że daleko? Nawet jeśli połowa zginie...
Oni są przyzwyczajeni do strat, walczą między sobą od zarania dziejów i mają zdecydowanie inną tolerancję na ból i krzywdę. W końcu więc dotrą.
Rozumiejąc, każdy po swojemu, taką przyszłość, zaczynamy popierać wszelkiej maści szowinizmy, które mają być na to jakąś receptą. W efekcie tego skłócamy się sami ze sobą, radykalizujemy się.
I wszystko staje się jasne! Granic nie uda się zamknąć na życzenie tej żmii Pawłowicz; żaden zidiociały Macierewicz nie dokona tego również, a Kaczor nigdy nie zdobędzie serc wszystkich Polaków. Niedługo pozostaną przy nim jedynie bezmyślni radykałowie najgorszego sortu, ale ponieważ jest ich u nas tak wielu - musimy się ich obawiać. Świat dąży do odtworzenia, nigdy zresztą nieistniejących "państw narodowych". Kolejny mit. Świat nie rozwija się dzięki zamknięciu się na innych. Wiedzą o tym wszystkie psy i każdy krokodyl w Nilu.
Nie wie tego pislandia. Nie wie tego też ta francuska żmija - Marine Le Pen, nie wie, lub nie chce wiedzieć cała masa podobnych im, faszyzujących trolli z całego świata.
I dlatego, niestety, wojna jest nieunikniona.
Taka ogólnoświatowa wojna domowa.
Napisałem niedawno, że musimy się zjednoczyć i kopnąć w dupę Kaczyńskiego. Pewna osoba uporczywie chciała się ode mnie dowiedzieć jak to zrobić?
Nie wiem jak!
Nie mam monopolu na mądrość, dostrzegam zagrożenia, które zaczynają nas lawinowo zasypywać ze wszystkich stron, a na naukę robi się cokolwiek za późno.
Nie wiem i głupio mi to pisać, ale może rozpowszechnienie mojego wpisu będzie w stanie wywołać jakiś pozytywny ferment? Może spośród Was wyłoni się jakiś mędrzec, który wie jak zbawić dzisiejszy świat?
Tylko na Boga!
Żaden Chrystus!


niedziela, 1 stycznia 2017

Kolekcja

Zawsze pasjonowali mnie wybitni artyści, ich życie i twórczość, poglądy na sztukę, poglądy w ogóle...
Wynika z nich jedno...
Prawie żaden z żyjących, kiedyś tam, geniuszy, miał głęboko w dupie współczesną sobie  rzeczywistość. Mógłbym teraz przytoczyć setki przykładów na moją tezę, ale jest to zbyteczne. Nikt z ludzi tworzących rzeczy wielkie, nie powinien sobie pozwalać na prostytuowanie własnego geniuszu sprawami przyziemnymi; nie po to się urodzili!
Rzecz jasna...
Byli w nie oczywiście wplątywani, bo każdy z małych ludzików pragnął ogrzewać się w ich cieple. Zwykle jednak reagowali na takie próby nerwicowo i bez historycznych konsekwencji.
Wyobraźmy sobie teraz największego, moim zdaniem, artystę wszech czasów - Michała Anioła, przyłączającego się do frakcji oszołomów Savonaroli (którego w skrytości ducha popierał), paląc książki i obrazy, demolującego pałac Medyceuszy we Florencji i deptającego dwa tysiące lat najświetniejszej historii ludzkości...
Nigdy!
Wyobraźmy sobie jeszcze Leonarda da Vinci zachłystującego się możliwością rozsławiania mediolańskiego dworu Ludwika Sforzy...
To właśnie tam namalował pewien obraz, który, dziwacznym zrządzeniem losu, trafił do Polski jako "Dama z łasiczką". 
Bo o niej właśnie mowa...

Obraz jest ubezpieczony na miliard czterysta milionów zł. Faktyczna wartość żadnej ceny nie ma. Nikt, nigdy, nikomu, obrazu nie sprzeda, a wypożyczenie wiąże się z kosmicznymi kosztami. Tłumaczenia tego zakupu przez pojebów z pisu i od Kukiza są tak żałosne, że nie będę ich nawet przytaczał.
Prędzej polecę na Marsa niż kupię ich argumenty.
Pół miliarda złotych na zakup czegoś, co nigdy nie zmieni miejsca swojego pobytu jest największym kretynizmem w historii ludzkości, ale pokazuje dwie rzeczy...
Stosunek rządzących do naszych pieniędzy w ogóle, oraz ich kretyńskie parcie na przejście do historii za wszelką cenę ogrzewając się wyłącznie w cieniu trupów. Kupcie sobie jeszcze głos Elvisa Presleya i trójząb Neptuna. A ja dokupię wam klątwę Tutanchamona, którą możecie ode mnie odkupić za dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt pięć ojro bez VAT. Pozostałe pięć ojro przekażcie tej kostusze, która od sześciu lat ogrzewa się trupem fajfusa Gosiewskiego. Resztę uchwalonego budżetu na obecny rok wsadźcie sobie w dupę. To zapewne tylko jedna karteczka, a więc zmieści się w niej każdemu w was, po kolei...