środa, 2 sierpnia 2017
Co wam powiem, to wam powiem...Ciepło!
Taką temperaturę wczoraj, o godzinie piętnastej, pokazał mój domowy termometr - 36,6...
Siedząc przez chwilę w aucie zdjąłem okulary i nieopatrznie położyłem je na siedzeniu pasażera może na trzy minuty. Po założeniu oparzyłem sobie nos.
Tak, tak Kobity, to Wasza wina! Po diabła się rozbieracie na ulicy i szczujecie? W domu jakoś Wam to nie w głowach, ale na ulicy i dla obcych to spoko-luzik! Na najbliższy tydzień zapowiadanych upałów przewiduję dramatyczny wzrost stłuczek. Bo normalny facet nie umie się aż tak skoncentrować na jeździe, aby nie widzieć lasu gołych nóg i dekoltów do tyłka. I staje się oczywiste dlaczego Kaczyński nie ma prawa jazdy.
Kilka dni wstecz jechałem ulicą z trzema pasami ruchu w jedną stronę. Opisywane teraz miejsce miało ich nawet cztery, z dodatkowym lewoskrętem. Tam właśnie zatrzymały mnie światła. Dwa pasy obok stał minivan, którego kierowca przechodził atak epilepsji. Ratowała go trójka pasażerów, a on wyglądał jakby umierał. Straszny widok!
Dlaczego nikomu z owej trójki, w tym żonie, nie przyszło do głowy, że ten facet stanowi śmiertelne zagrożenie?
Przypadek jedynie zrządził, że chwilę wcześniej stanął na światłach. A co by było gdyby leciał setką po wąskiej drodze? Kto, i za ile, dał mu prawo jazdy? Kiedyś zabije siebie i innych, to tylko kwestia czasu.
Kraj szaleńców i samobójców.
Kurde, chciałem dziś na wesoło...
Upały w mojej Łodzi mają dramatycznie inny charakter niż te, dajmy na to, toskańskie. Nie wiem jak to się dzieje, ale ja tam się prawie wcale nie pocę, a przecież sierpniowe 36 stopni, to we Włoszech norma. Kolejny powód, abym stąd spieprzał...
...bo pierwszym powodem jest mój organiczny wstręt do pislandziej mafii.
Co to zresztą za mafia! Żałosne połączenie średniowiecza z narodowym socjalizmem; z biblią w jednej, a Mein Kampf w drugiej ręce. Poprzeplatane dziełami Lenina.
To mieszanka przypominająca mi wybuch skrzynki granatów w gigantycznym szambie.
Nie da się od niego nigdzie uciec i na każdego coś spadnie.
Otwórzcie teraz, mimo upału, swoje głowy i pomyślcie przez chwilę na zimno...
Pislandzkie kmioty chwalą się swoim 500+; że to niby na dzieci, że to takie cudowne... To dlaczego pis podnosi ceny paliwa, a nie wódki?
Bo beneficjenci 500+ jeżdżą częściej tramwajami i ceny ropy mają w dupie. To samo jest z emerytami. To dla nich jest radio marysia i całodobowa indoktrynacja; to dla nich powstało TVP Info i jedynie oni kupują cały rok świeczki. Ceny wódki i świeczek pozostaną więc bez zmian do czasów nadciągającego już końca dobrej zmiany.
Opowiem stary kawał...
Wywaliło szambo i przyjechał szef z młodym do jego naprawy.
Szef wskoczył do środka, wyłonił się po minucie i mówi:
- Młody! klucz numer piętnaście!
Zanurkował. Po kolejnej minucie wynurza się i mówi:
- Młody! Siedemnastka!
Zanurkował.
Coś zabulgotało i gówno spłynęło.
A w szambie stoi zadowolony szef i mówi:
- Widzisz młody... Jak się nie będziesz uczył, to zawsze tylko będziesz klucze podawał.
To jest właśnie ten rodzaj dobrego samopoczucia, którym nas dziś karmią.
Może jutro będzie weselej. Dziś już nie.
Miłego wieczoru.
Darek
sobota, 29 lipca 2017
Wakacyjny wpis... Chyba mamy wakacje?
Znów przysparzam sobie wrogów...
Mamy jednak lato i może część z osób, potencjalnie będących chcieć mnie za ten wpis zaciukać, zwiedza sobie teraz Palermo lub Dolinę Pięciu Stawów i go nie przeczytają.
Co mi tam! I tak się nie boję.
Zdarza mi się nie jeździć autem. Rzadkie to przypadki, ale tak bywa. Mijam wówczas na chodnikach wielu ludzi. Znacie to? Może i ze mną kiedyś się minęliście?
Całkiem pokaźna grupa moich "mijaczy", w trakcie podróży trotuarami, z dziką rozkoszą popija tzw. "energetyki". Prym wiodą spasieni gimnazjaliści z litrową butlą jakichś szczyn z Biedronki za dwa zyle, które są dla nich zamiennikiem WF-u... Ponoć spalają kalorie...
Już sam pomysł chudnięcia poprzez jedzenie jest chyba największym kretynizmem w historii ludzkości.
Na szczęście mam to głęboko w dupie kto i czym się szprycuje dla lepszego samopoczucia, ale do licha...
Nie otwierajcie owych butli wprost na ulicy! Stańcie w jakieś bramie, najlepiej w przeciągu, i wybąblujcie to paskudztwo. Ku chwale Chińczyków!
Znów powinienem się wytłumaczyć...
Każdy "energetyk" nasączony jest tauryną... takimś czymś występującym w byczych wątrobach, spermie i ich moczu. Wprawdzie liczący się na rynku producenci energetycznych szczyn przekonują wszystkich, że ich tauryna jest produktem syntetycznym, ale po jaką cholerę męczyć laboratoria wielką produkcją skoro chińskie byki mają wręcz nieograniczone możliwości produkcji własnej spermy; że o urynie nie wspomnę.
No to co pijecie? Może nawet w tej chwili? Mniam, mniam! Landrynek w wiadrze wody z byczą spermą dla smaku. Osiemnaście dziewięćdziesiąt w promocji za czteropak! Tylko do czwartego sierpnia!
To chyba Red Bull tak mocno promuje zdrowy tryb życia...
I jak ja mogę, w tej chwili, nie dopieprzyć się do pisu?
No nie mogę!
Ta pseudo-chińska grupa komunistycznych oszołomów przekazuje popierającym ich idiotom podobny przekaz.
- My teraz zrobimy sobie dobrze, rozcieńczymy efekt w obślinionej ziobrze, dodamy plwociny... i inne wydzieliny... pani profesor, cysorza, kilka włosków z bujnej czupryny Legutki i dzióbek Płaszczaka. Do tego koncentrat z Macierewicza. I duuuuuużo cukru z cukrowni w Straszydłowie. Firma "Rydzyk i Krzak" zapewnia nieustające dostawy.
Rydzyk Cola!
Heja!
I do przodu!
Jakieś veto?
Nie widzę!
Przed kupieniem kolejnego litra byczych szczyn proponuję dokładnie przeanalizować załączoną fotkę.
Smacznego!
Do tego pasuje hod dog. Dick Hot Dog. Tak po amerykańsku! A co!
Mamy jednak lato i może część z osób, potencjalnie będących chcieć mnie za ten wpis zaciukać, zwiedza sobie teraz Palermo lub Dolinę Pięciu Stawów i go nie przeczytają.
Co mi tam! I tak się nie boję.
Zdarza mi się nie jeździć autem. Rzadkie to przypadki, ale tak bywa. Mijam wówczas na chodnikach wielu ludzi. Znacie to? Może i ze mną kiedyś się minęliście?
Całkiem pokaźna grupa moich "mijaczy", w trakcie podróży trotuarami, z dziką rozkoszą popija tzw. "energetyki". Prym wiodą spasieni gimnazjaliści z litrową butlą jakichś szczyn z Biedronki za dwa zyle, które są dla nich zamiennikiem WF-u... Ponoć spalają kalorie...
Już sam pomysł chudnięcia poprzez jedzenie jest chyba największym kretynizmem w historii ludzkości.
Na szczęście mam to głęboko w dupie kto i czym się szprycuje dla lepszego samopoczucia, ale do licha...
Nie otwierajcie owych butli wprost na ulicy! Stańcie w jakieś bramie, najlepiej w przeciągu, i wybąblujcie to paskudztwo. Ku chwale Chińczyków!
Znów powinienem się wytłumaczyć...
Każdy "energetyk" nasączony jest tauryną... takimś czymś występującym w byczych wątrobach, spermie i ich moczu. Wprawdzie liczący się na rynku producenci energetycznych szczyn przekonują wszystkich, że ich tauryna jest produktem syntetycznym, ale po jaką cholerę męczyć laboratoria wielką produkcją skoro chińskie byki mają wręcz nieograniczone możliwości produkcji własnej spermy; że o urynie nie wspomnę.
No to co pijecie? Może nawet w tej chwili? Mniam, mniam! Landrynek w wiadrze wody z byczą spermą dla smaku. Osiemnaście dziewięćdziesiąt w promocji za czteropak! Tylko do czwartego sierpnia!
To chyba Red Bull tak mocno promuje zdrowy tryb życia...
I jak ja mogę, w tej chwili, nie dopieprzyć się do pisu?
No nie mogę!
Ta pseudo-chińska grupa komunistycznych oszołomów przekazuje popierającym ich idiotom podobny przekaz.
- My teraz zrobimy sobie dobrze, rozcieńczymy efekt w obślinionej ziobrze, dodamy plwociny... i inne wydzieliny... pani profesor, cysorza, kilka włosków z bujnej czupryny Legutki i dzióbek Płaszczaka. Do tego koncentrat z Macierewicza. I duuuuuużo cukru z cukrowni w Straszydłowie. Firma "Rydzyk i Krzak" zapewnia nieustające dostawy.
Rydzyk Cola!
Heja!
I do przodu!
Jakieś veto?
Nie widzę!
Przed kupieniem kolejnego litra byczych szczyn proponuję dokładnie przeanalizować załączoną fotkę.
Smacznego!
Do tego pasuje hod dog. Dick Hot Dog. Tak po amerykańsku! A co!
czwartek, 27 lipca 2017
Biskup Pieronek na prezydenta!
Żonusia podrzuciła mi nowe powiedzonko: "Pierdolisz jak czerwony pasek na TVP Info". Zapewne jest w tym sporo ziaren prawdy, bo nie oglądam tego programu od lat. Czego zresztą można spodziewać się po tych, przywleczonych z Torunia, bezmózgach? Są jak stada gołębi, które wykluły się wyłącznie po to, aby jeść, latać i srać; darmowe latanie zapewniła im już telewizja, na michę też w niej zarobią, zatem... ich jedynym zajęciem zostało wszystko obsrywać. To specjaliści najwyższych lotów... (nomen omen).
Coś mi się ostatnio nie bardzo chce pisać. Jestem totalnie zbrzydzony wiecznie (ponoć) rosnącym poparciem dla pisu, nieustannymi kłótniami ich oponentów... ich bezsilnością. Coraz bardziej chaotyczny proces poszukiwania lidera, który umiałby wszystko połączyć w jakąś rozsądną całość i stworzyć jednolitą opozycję z dobrym programem - się nie uda. Po co więc na siłę ich szukać? Liderzy wyłaniają się sami.
Weźmy przykład z historii...
Gdyby tak Pani Pihowicz, Borys Budka i może jeszcze Frasyniuk, stworzyli jakiś triumwirat, to może... Śmiem jednak wątpić.To zawsze będzie przecież tylko łatanie dziur w podartych portach bez przyszłości.
Wyjeżdżając na wakacje na Wyspy Brytyjskie, wziąłem swoje ulubione spodnie. Nie były już nowe, ale jeszcze żyły. Były przewiewne i dobrze uszyte. Wyglądały tak:
Nie, żebym zaraz chwalił się swoim jędrnym tyłkiem, lubiłem je, bo były podobne do spodni, które nosił Hannibal Lecter w ostatniej scenie "Milczenia Owiec".
Zaczęły się jednak dramatycznie przecierać w okolicach kolan i było wiadomo, że nie dożyją do końca naszych wakacji. Postanowiłem więc im urządzić godny pogrzeb. Porwałem je na strzępy i pstryknąłem zdjęcie nieboszczyka w trumnie z dopiskiem, że oto kupiłem najnowszą kreację Armaniego za jedyne 149, 99 funciaków, wraz z paskiem, i puściłem do netu.
I w tym momencie zaczyna się przydługie motto mojego dzisiejszego wpisu.
Ktoś mi napisał, że mam nierówno pod sufitem, bo u niego można kupić podobne, ale w o wiele lepszym stanie za dychę, inny, że jestem zwyczajnie pojebany. Na szczęście moje fejsbukowe koleżanki zrozumiały dowcip. Najbardziej zaś zaintrygowała je wystająca z rozporka końcówka paska. Nie będę tego komentował, ale pasek został mile połechtany...
I tak to właśnie jest z naszą dzisiejszą polityką. Schodzone do cna indywidua robią wszystko, aby nawet we własnej trumnie pokazać się z jak najlepszej strony. I podobnie do zespołów grających progresywnego rocka, którzy także nie umieją nigdy zakończyć własnych kawałków i chcą je grać w nieskończoność, tak liderzy opozycji wolą pstrykać sobie zdjęcia nawet w trumnach byleby tylko nie wypaść z obiegu.
Potrzeba nam świeżej krwi. Potrzeba nam miliona parasolek skondensowanych pod jedną parasolką. Taką z kompletnie nieznanej firmy, o nieznanym nazwisku, która umiałaby porwać tłumy zagubionych i zdołowanych wciąż ludzi.
Był kiedyś, w byłej Jugosławii, Josif "Broz" Tito, który miał szczęście urodzić się w na tyle neutralnym miejscu, że nikt nie mógł mieć do niego żadnych pretensji. I to on został przywódcą. Dopiero kiedy go zabrakło Bałkany ogarnęła fala pobratymczej wojny. Pora znaleźć kogoś podobnego i u nas, bo zalewająca nas fala nienawiści niczego dobrego nie wróży.
Miałem niedawno wielką przyjemność wysłuchania rozmowy z biskupem Pieronkiem. To bardzo mądry i przyzwoity człowiek!
Może on?
Ponoć 98 procent naszego społeczeństwa to chrześcijanie...
A jeśli już, i za wszelką cenę, chcemy doprowadzić do wojny domowej, to zostaje tylko ojciec Tadeusz. I niech pojmie za żonę panią Ogórek. Pierwszą ładną kobietę, której nie chciałbym nawet zgwałcić!
Coś mi się ostatnio nie bardzo chce pisać. Jestem totalnie zbrzydzony wiecznie (ponoć) rosnącym poparciem dla pisu, nieustannymi kłótniami ich oponentów... ich bezsilnością. Coraz bardziej chaotyczny proces poszukiwania lidera, który umiałby wszystko połączyć w jakąś rozsądną całość i stworzyć jednolitą opozycję z dobrym programem - się nie uda. Po co więc na siłę ich szukać? Liderzy wyłaniają się sami.
Weźmy przykład z historii...
Gdyby tak Pani Pihowicz, Borys Budka i może jeszcze Frasyniuk, stworzyli jakiś triumwirat, to może... Śmiem jednak wątpić.To zawsze będzie przecież tylko łatanie dziur w podartych portach bez przyszłości.
Wyjeżdżając na wakacje na Wyspy Brytyjskie, wziąłem swoje ulubione spodnie. Nie były już nowe, ale jeszcze żyły. Były przewiewne i dobrze uszyte. Wyglądały tak:
Nie, żebym zaraz chwalił się swoim jędrnym tyłkiem, lubiłem je, bo były podobne do spodni, które nosił Hannibal Lecter w ostatniej scenie "Milczenia Owiec".
Zaczęły się jednak dramatycznie przecierać w okolicach kolan i było wiadomo, że nie dożyją do końca naszych wakacji. Postanowiłem więc im urządzić godny pogrzeb. Porwałem je na strzępy i pstryknąłem zdjęcie nieboszczyka w trumnie z dopiskiem, że oto kupiłem najnowszą kreację Armaniego za jedyne 149, 99 funciaków, wraz z paskiem, i puściłem do netu.
I w tym momencie zaczyna się przydługie motto mojego dzisiejszego wpisu.
Ktoś mi napisał, że mam nierówno pod sufitem, bo u niego można kupić podobne, ale w o wiele lepszym stanie za dychę, inny, że jestem zwyczajnie pojebany. Na szczęście moje fejsbukowe koleżanki zrozumiały dowcip. Najbardziej zaś zaintrygowała je wystająca z rozporka końcówka paska. Nie będę tego komentował, ale pasek został mile połechtany...
I tak to właśnie jest z naszą dzisiejszą polityką. Schodzone do cna indywidua robią wszystko, aby nawet we własnej trumnie pokazać się z jak najlepszej strony. I podobnie do zespołów grających progresywnego rocka, którzy także nie umieją nigdy zakończyć własnych kawałków i chcą je grać w nieskończoność, tak liderzy opozycji wolą pstrykać sobie zdjęcia nawet w trumnach byleby tylko nie wypaść z obiegu.
Potrzeba nam świeżej krwi. Potrzeba nam miliona parasolek skondensowanych pod jedną parasolką. Taką z kompletnie nieznanej firmy, o nieznanym nazwisku, która umiałaby porwać tłumy zagubionych i zdołowanych wciąż ludzi.
Był kiedyś, w byłej Jugosławii, Josif "Broz" Tito, który miał szczęście urodzić się w na tyle neutralnym miejscu, że nikt nie mógł mieć do niego żadnych pretensji. I to on został przywódcą. Dopiero kiedy go zabrakło Bałkany ogarnęła fala pobratymczej wojny. Pora znaleźć kogoś podobnego i u nas, bo zalewająca nas fala nienawiści niczego dobrego nie wróży.
Miałem niedawno wielką przyjemność wysłuchania rozmowy z biskupem Pieronkiem. To bardzo mądry i przyzwoity człowiek!
Może on?
Ponoć 98 procent naszego społeczeństwa to chrześcijanie...
A jeśli już, i za wszelką cenę, chcemy doprowadzić do wojny domowej, to zostaje tylko ojciec Tadeusz. I niech pojmie za żonę panią Ogórek. Pierwszą ładną kobietę, której nie chciałbym nawet zgwałcić!
niedziela, 23 lipca 2017
Od kilku dni trwa nieustanny protest niemal w całym kraju. I bardzo dobrze! Nie wolno dawać się oszukiwać, dwa lata to aż nadto. Pis musi odejść i kropka. Razem z prezydenciuniem. Nie wierzcie tej marionetce. Jego veta to ściema dla głupoli. Zakładam się o milion baksów, że każdy jego ruch jest najpierw sto razy konsultowany z wariatem. To mafia! Rządzi jeden - reszta to pistolety wodza.
Pojechaliśmy sobie na weekend. W końcu jest lato i można się czasem opić w dobrym towarzystwie. Ja tam się opiłem. Nie piszę dla dzieci więc wolno mi chyba się przyznać... Syndrom dnia poprzedniego poczułem rano. Tak to bywa kiedy kac wyprzedzi klina, ale świadomość powrotu autem do domu cholernie skutecznie powstrzymuje, w miarę odpowiedzialnego kierowcę, od wyskokowych napojów.
Po co to piszę?
Ta pisowska swołocz nawaliła się bowiem w ostatni wieczór wyborczy i do dziś pieprzy jak ja po wczorajszej gorzale. No tak, ale im wolno, ich wożą kierowcy, i każdy ich odlot nie wiąże się z ryzykiem utraty prawa jazdy i spędzenia nocy "na dołku".
Ale ponieważ nasza policja zachowuje się jak osrany przebiśnieg, któremu brak mocy, aby samodzielnie przez to gówno się przebić - to właśnie nam przypadła rola zaaplikowania lodowatego prysznica na gołe dupy tych pijaków.
Nie lubię słowa suweren. Dla mnie ono niewiele oznacza i jest dziś wręcz obrzydliwie nadużywane. Suwerenami są królowie, pretendenci do tronów; suwerenem jest papież... Jest nim także ponoć i naród rządzący się w systemie demokratycznym. Różnica między nimi jest jednak ogromna. Jak król coś powie to wszyscy słuchają. A jak powie coś naród, to na ulice wychodzi policja i daje suwerenowi łomot. Nie nadużywajmy więc słów, które mają taką samą szansę na przebicie się jak ów przebiśnieg w niedźwiedzim gównie. Pewnie większość się w tej chwili na mnie poobrażała, ale nam dziś nie potrzeba wielkich słów bez znaczenia.
W oczach pisowców nie jesteśmy żadnym suwerenem. Są nim oni. Zapijaczone typy, które nie mają odwagi wytrzeźwieć i będą chlać do śmierci. Zostawmy więc słowa, uchwyćmy mocno w dłonie wodne armatki i zróbmy im najzimniejszy w historii prysznic; na gołe dupy. Później to już tylko kaftany bezpieczeństwa.
A my wreszcie na spokojny weekend.
Chyba, że wolicie się jeszcze poślizgać na tyłkach...
Pojechaliśmy sobie na weekend. W końcu jest lato i można się czasem opić w dobrym towarzystwie. Ja tam się opiłem. Nie piszę dla dzieci więc wolno mi chyba się przyznać... Syndrom dnia poprzedniego poczułem rano. Tak to bywa kiedy kac wyprzedzi klina, ale świadomość powrotu autem do domu cholernie skutecznie powstrzymuje, w miarę odpowiedzialnego kierowcę, od wyskokowych napojów.
Po co to piszę?
Ta pisowska swołocz nawaliła się bowiem w ostatni wieczór wyborczy i do dziś pieprzy jak ja po wczorajszej gorzale. No tak, ale im wolno, ich wożą kierowcy, i każdy ich odlot nie wiąże się z ryzykiem utraty prawa jazdy i spędzenia nocy "na dołku".
Ale ponieważ nasza policja zachowuje się jak osrany przebiśnieg, któremu brak mocy, aby samodzielnie przez to gówno się przebić - to właśnie nam przypadła rola zaaplikowania lodowatego prysznica na gołe dupy tych pijaków.
Nie lubię słowa suweren. Dla mnie ono niewiele oznacza i jest dziś wręcz obrzydliwie nadużywane. Suwerenami są królowie, pretendenci do tronów; suwerenem jest papież... Jest nim także ponoć i naród rządzący się w systemie demokratycznym. Różnica między nimi jest jednak ogromna. Jak król coś powie to wszyscy słuchają. A jak powie coś naród, to na ulice wychodzi policja i daje suwerenowi łomot. Nie nadużywajmy więc słów, które mają taką samą szansę na przebicie się jak ów przebiśnieg w niedźwiedzim gównie. Pewnie większość się w tej chwili na mnie poobrażała, ale nam dziś nie potrzeba wielkich słów bez znaczenia.
W oczach pisowców nie jesteśmy żadnym suwerenem. Są nim oni. Zapijaczone typy, które nie mają odwagi wytrzeźwieć i będą chlać do śmierci. Zostawmy więc słowa, uchwyćmy mocno w dłonie wodne armatki i zróbmy im najzimniejszy w historii prysznic; na gołe dupy. Później to już tylko kaftany bezpieczeństwa.
A my wreszcie na spokojny weekend.
Chyba, że wolicie się jeszcze poślizgać na tyłkach...
środa, 19 lipca 2017
Dość już pana, panie Kaczyński!
Nie chcę...
Nie!
Mam po dziurki od nosa pana facjaty. Pana starokawalerskich fobii, pana w ogóle!
Dotychczas tylko się z tego wyśmiewałem, ale dziś czara się przelała. Wywołujesz pan we mnie wstręt nieporównywalny z żadnym innym. Wymiotuję na pana widok. Pana małość wyzwala we mnie najgorsze instynkty, o których nigdy siebie nie podejrzewałem. Chcę na pana napluć. Niczego więcej nie jest pan wart! Nienawidzi pan świata, nienawidzi siebie, nienawidzi wszystkich. Jesteś pan życiowym nieudacznikiem popieranym przez grupę podobnych do pana zgorzkniałych profanów rzeczywistości. Dlatego właśnie, w przeciwieństwie do większości, nie interesuje się pan przyszłością.
Nie widzi pan w niej żadnych perspektyw.
Nie spłodził pan żadnych potomków, a pański ród wymrze wraz z panem. Na wieczność. Pewnie dlatego próbuje pan go dziś bronić kretyńskimi pomnikami. To kolejny przykład pańskiej głupoty. Pomniki bowiem to tylko złom! Wielu ludzi, większych od pana, znikło z historii bez śladu. Gardzę panem, panie Kaczyński! Gardzi panem większość Polaków. Pozostaje kwestią czasu jak długo pozostanie pan liderem ciemnoty. Oby jak najkrócej.
To chyba najkrótszy wpis w historii mojego bloga, ale uważam, że jest on i tak zbyt długi.
Strzel se pan w łeb. Może wówczas przejdzie pan do jakiejś historii... Stary i zużyty człowieczku bez przyszłości.
Czekam z utęsknieniem.
Nie!
Mam po dziurki od nosa pana facjaty. Pana starokawalerskich fobii, pana w ogóle!
Dotychczas tylko się z tego wyśmiewałem, ale dziś czara się przelała. Wywołujesz pan we mnie wstręt nieporównywalny z żadnym innym. Wymiotuję na pana widok. Pana małość wyzwala we mnie najgorsze instynkty, o których nigdy siebie nie podejrzewałem. Chcę na pana napluć. Niczego więcej nie jest pan wart! Nienawidzi pan świata, nienawidzi siebie, nienawidzi wszystkich. Jesteś pan życiowym nieudacznikiem popieranym przez grupę podobnych do pana zgorzkniałych profanów rzeczywistości. Dlatego właśnie, w przeciwieństwie do większości, nie interesuje się pan przyszłością.
Nie widzi pan w niej żadnych perspektyw.
Nie spłodził pan żadnych potomków, a pański ród wymrze wraz z panem. Na wieczność. Pewnie dlatego próbuje pan go dziś bronić kretyńskimi pomnikami. To kolejny przykład pańskiej głupoty. Pomniki bowiem to tylko złom! Wielu ludzi, większych od pana, znikło z historii bez śladu. Gardzę panem, panie Kaczyński! Gardzi panem większość Polaków. Pozostaje kwestią czasu jak długo pozostanie pan liderem ciemnoty. Oby jak najkrócej.
To chyba najkrótszy wpis w historii mojego bloga, ale uważam, że jest on i tak zbyt długi.
Strzel se pan w łeb. Może wówczas przejdzie pan do jakiejś historii... Stary i zużyty człowieczku bez przyszłości.
Czekam z utęsknieniem.
niedziela, 16 lipca 2017
Żmija
Mam oczywiście na myśli tego wiecznie strzelającego jadem babsztyla o nazwisku Pawłowiczówna, pierwszej ideolożce pisu. Jej internetowe wpisy są aż nadto dobitnym przykładem na to, z jaką hojnością, naiwna komuna, rozdawała naukowe tytuły przygłupom. Być może z myślą, że podobne tłuki w przyszłości nie bardzo będą mieć jak i czym komuchom zagrozić. Ale na firmamencie ciemnoty pojawił się Jarosław Micron. Człowieczek wyznający całą biblię, której nie napisał towarzysz Stalin i Pawłowiczówna przeszła do ofensywy. Nie winię jej za to. W końcu każdy idiota pragnie znaleźć jeszcze większego, którego mógłby oklaskiwać. Drogi tych dwojga troglodytów zeszły się w roku 1989 przy... okrągłym stole.
Gwałtownie przemijająca uroda panny P. od tamtej pory idzie w parze z dramatycznym zanikiem jej komórek mózgowych. Rok 2007 był przełomem. To właśnie wówczas oba walory zanikły całkiem. I żmii zostały tylko jadowe zęby. Rzecz w tym, że i one pozbawione są toksyn. Bo i po co skunksicy jad? Wystarczająco cuchnie i odstręcza wyglądem.
Oj... dobrali się w tym pisie jak w korcu maku. Bo za komuny to były tylko pojeby, a za Hitlera sami sadyści. W czasach bliskich Jezusowi, na szczytach rzymskiej władzy, ucztowali wyłącznie biseksualiści i bodaj "Boski August" miał ksywę: "mąż wszystkich żon i żona wszystkich mężów". O tysiącu lat średniowiecza nie da się także wiele dobrego powiedzieć, a później byli przecież jeszcze Napoleon i Czajkowski.
No to doczekaliśmy się i u nas łabędziego jeziora. Takiego na nasze możliwości; z Pawłowiczówną w roli Goeringa. Hitlera gra Kaczyński, Macierewicz to Werner von Blomberg, a Ziobro - wymalowany Franz Gurtner.
Rząd marionetek pod przywództwem Belzebuba. To wielka nowość w historii świata i tylko przywódcy piekieł taka sztuczka mogła się udać.
Odechciało mi się pisać.
Siemanko
Gwałtownie przemijająca uroda panny P. od tamtej pory idzie w parze z dramatycznym zanikiem jej komórek mózgowych. Rok 2007 był przełomem. To właśnie wówczas oba walory zanikły całkiem. I żmii zostały tylko jadowe zęby. Rzecz w tym, że i one pozbawione są toksyn. Bo i po co skunksicy jad? Wystarczająco cuchnie i odstręcza wyglądem.
Oj... dobrali się w tym pisie jak w korcu maku. Bo za komuny to były tylko pojeby, a za Hitlera sami sadyści. W czasach bliskich Jezusowi, na szczytach rzymskiej władzy, ucztowali wyłącznie biseksualiści i bodaj "Boski August" miał ksywę: "mąż wszystkich żon i żona wszystkich mężów". O tysiącu lat średniowiecza nie da się także wiele dobrego powiedzieć, a później byli przecież jeszcze Napoleon i Czajkowski.
No to doczekaliśmy się i u nas łabędziego jeziora. Takiego na nasze możliwości; z Pawłowiczówną w roli Goeringa. Hitlera gra Kaczyński, Macierewicz to Werner von Blomberg, a Ziobro - wymalowany Franz Gurtner.
Rząd marionetek pod przywództwem Belzebuba. To wielka nowość w historii świata i tylko przywódcy piekieł taka sztuczka mogła się udać.
Odechciało mi się pisać.
Siemanko
Subskrybuj:
Posty (Atom)






