Chwilowo nie jest nim jeszcze ojciec Rydzyk. To właściciel firmy Amazon, Jeff Brezos, którego majątek Forbes ocenia na 141 miliardów dolarów. Inne dane podają, że to tylko 112 miliardów, ale i tak jest bogatszy od drugiego Billa Gatesa o dwadzieścia wielkich baniek.
Obrazowo można ująć to tak...
Budżet całej Polski oscyluje w okolicach 400 miliardów złotych. Majątek Brezosa wyceniono, w przeliczeniu na złotówki, na około 521 miliardów. Innymi słowy ma on więcej forsy niż cały nasz kraj o jakieś 25 %.
Nikt normalny nie przyswaja takiego ogromu majątku u jednej osoby, a fakt, że zdobył on go w dwadzieścia lat, wydaje się być kompletnym nonsensem.
Największe światowe inwestycje jedynie raz zbliżyły się do stu miliardów dolarów. Zgadnijcie gdzie...
To Al-Masdżid al-Haram w Arabii Saudyjskiej. Największy meczet i najświętsze miejsce Islamu w Mekce, będące celem rytualnych pielgrzymek każdego muzułmanina choćby raz w życiu.
Reszta, to warte po kilka gównianych miliardów centra rozrywkowe od Singapuru po Las Vegas.
Nie chcę przedłużać tego posta, więc ujmę to tak...
Niebotyczne dochody inwestorów oparte są na dwóch nogach. Jedna nazywa się rozrywka, a druga religia. Obie, do perfekcji, opanowały sztukę wysysania ostatniego grosza z kieszeni naiwnej i najgłupszej części każdego społeczeństwa na świecie. Bo każdy, z uśmiechem na ustach, odda ostatniego centa w imię wieczności w niebie, lub stania się milionerem. A jak się już nim stanie, to i tak wyda te swoje miliony na poczet wiecznego życia jakiemuś idiocie w sutannie. I nie jest ważne czy sprzedaje on pralki i lodówki, jak Brezos, czy jednorękiemu bandycie w Las Vegas. Tym bardziej wieczną szczęśliwość w niebie.
Nasz świat spoczywa w sponach bezdusznych cwaniaków żerujących na ludzkiej głupocie.
Nie kupujcie pralek od Brezosa, nie wydawajcie pieniędzy na ruletkę i przestańcie, do cholery, łazić do kościoła, a w kilka lat okaże się na jakich gównianych nogach podparta jest ta machina dzierżąca władzę na świecie!
Chyba, że jesteście aż tak głupi!
Dziesięciu najbogatszych ludzi na świecie dysponuje majątkiem w wysokości około ośmiuset miliardów dolarów. To prawie cztery biliony złotych. Dziesięć rocznych polskich budżetów!
Nie pojmuję... Jakim totalnym trzeba być debilem, aby finansować takiego pierdolonego złodzieja jak Rydzyk. A to właśnie on zaczyna oferować nam rozrywkę, religią i pralki...
I to właśnie on, już za kilka lat, położy na łopatki Billa Gatesa, Jeffa Bresosa, Warrena Buffeta i Zuckenberga.
Jedźcie już lepiej do Las Vegas. Amerykańska mafia oszukuje o wiele bardziej kulturalnie.
środa, 18 lipca 2018
poniedziałek, 16 lipca 2018
Nasz armia jest zwycięska
Wysłuchałem niedawno ciekawej audycji o polskiej armii pod dowództwem Antosia. Nie zapamiętałem z niej wiele, ale podzielę się jej resztkami.
Najpierw jednak dodam coś od siebie.
Budżet naszego wojska to około 10 miliardów złotych. Każdy z nas, od zygoty do umarlaka, płacić musi rocznie na armię 263 złocisze rocznie.
Każdy z 38 milionów Polaków, każdego dnia, przeznacza 72 grosze na wojsko. Może nie zabrzmiało to zbyt patetycznie, ale pomyślcie o tym tak...
To prawie dwadzieścia osiem milionów codziennie. Tyle kosztują nasz kraj zabawy w kowbojów i Indian ludzi opętanych czołganiem przez pełzanie. Średnio rozwiniętych intelektualnie typków, przedkładających dżinsy i t-shirta, nad prześmierdłe potem moro. Walających się po pustkowiach z atrapą karabinu gamoni, którym wydaje się, że coś od nich zależy.
Przyznaję się. Nie znoszę wojska i wojskowych! Uważam ich za darmozjadów żerujących na sztucznie wywoływanych lękach przed wyimaginowanym wrogiem.
Nie żyjemy w czasach, w których (to pierwszy paradoks), ktokolwiek by nam zagrażał. To nie świat Jamesa Bonda i oszalałych miliarderów próbujących zawładnąć Ziemią.
Oglądałem niedawno fragment filmu "Mission: Imposible 5" z Tomem Cruise. Ktoś sobie wymyślił porwanie brytyjskiego premiera, a niezmordowany Ethan Hunt musiał temu zapobiec.
No to teraz zastanówcie się...
Po jakiego wała ktoś miałby zadawać sobie trud i wykładać setki milionów dolarów na tak nonsensowne działania?
Porwą premiera i co? Świat odda się w ich ręce?
Żonusia mnie łaja, że przeklinam na telewizję. Niestety, mój próg odporności na oferowany w niej program ma pewne granice.
Antoni Macierewicz, największy szaleniec od czasów Piasta Kołodzieja, gość z facjatą, której widok są w stanie wytrzymać jedynie zaprawieni w wieloletnich bojach psychiatrzy, dostąpił zaszczytu pełnienia funkcji ministra obrony.
Jak bardzo przypomina mi on owych bondowskich świrów pragnących podporządkować sobie całą ludzkość! Tyle, że tamci byli: inteligentni, konsekwentni w działaniu i robili wszystko za własne pieniądze.
Aaaa! I byli odważni!
Odwagę zostawmy, inteligencję też, a o konsekwencji w działaniu to lepiej zapomnieć. Zostały pieniądze...
No to przypatrzmy się forsie.
Co robił Antoś i na co wydał 2% polskiego PKB przeznaczonego na armię?
- Kupił dużo konserw z terenów ogarniętych chorobą szalonych krów. Były zapewne w promocji...
- Mieliśmy fundusze na modernizację naszej armii. Polegała ona na naprawianiu sprzętu zakupionego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, na których wciąż widnieje napis: Zdziełano w CCCP.
- Kupił, a jakże, samoloty dla Vipów.
Bo nic tak wspaniale nie wspomaga obronności kraju jak skórzany fotel pod dupą pisowskiego posła.
- Zamówił plany (tylko plany!!!) ratowniczego okrętu ukrytego pod jakże niezrozumiałym kryptonimem "RATOWNIK".
Jest on nam wręcz niezbędny, bo ratuje nasze okręty podwodne, których nie mamy.
Ale...
Mamy czołgi!
Najwięcej w europejskiej części NATO.
W większości są już w wieku zgonu Michaela Jacksona i kryją się pod kryptonimem Made in USSR. Mamy też niemieckie czołgi Leopardy. Sęk w tym, że te ruskie dawno się już popsuły, a do niemieckich nie mamy amunicji.
- Mamy również tak zwany: WOT...
Zgraję rozmodlonych ćwierćinteligentów kochających uganiać się po wsiach i strzelać do bocianich gniazd, bo nikt nie wpadł na pomysł udostępnienia im wojskowych strzelnic. Zresztą i słusznie, bo mogliby pozabijać się nawzajem. To też byloby słuszne.
- Postawił sieć patriotycznych ławeczek, a resztę posłał do Torunia.
Pełen szacun!
Budżet wykonany, Trump nas chwali, obrona terytorialna przekuwa kosy na sztorc, a Morawicki zawierza nas kolejnej matce boskiej.
Niebawem zaobserwujemy tysiące kilometrów dróg zawalonych pielgrzymkowiczami, ku chwale Jezusa i dobrej zmiany.
I wszyscy z nich będą święcie przekonani, że Pani Gersfdof jest potomkinią Krzyżaków, a Kaczor Piastem.
Jak głęboko mamy jeszcze spaść, aby przejrzeć na oczy?
Chyba jeszcze zbyt płytko...
Najpierw jednak dodam coś od siebie.
Budżet naszego wojska to około 10 miliardów złotych. Każdy z nas, od zygoty do umarlaka, płacić musi rocznie na armię 263 złocisze rocznie.
Każdy z 38 milionów Polaków, każdego dnia, przeznacza 72 grosze na wojsko. Może nie zabrzmiało to zbyt patetycznie, ale pomyślcie o tym tak...
To prawie dwadzieścia osiem milionów codziennie. Tyle kosztują nasz kraj zabawy w kowbojów i Indian ludzi opętanych czołganiem przez pełzanie. Średnio rozwiniętych intelektualnie typków, przedkładających dżinsy i t-shirta, nad prześmierdłe potem moro. Walających się po pustkowiach z atrapą karabinu gamoni, którym wydaje się, że coś od nich zależy.
Przyznaję się. Nie znoszę wojska i wojskowych! Uważam ich za darmozjadów żerujących na sztucznie wywoływanych lękach przed wyimaginowanym wrogiem.
Nie żyjemy w czasach, w których (to pierwszy paradoks), ktokolwiek by nam zagrażał. To nie świat Jamesa Bonda i oszalałych miliarderów próbujących zawładnąć Ziemią.
Oglądałem niedawno fragment filmu "Mission: Imposible 5" z Tomem Cruise. Ktoś sobie wymyślił porwanie brytyjskiego premiera, a niezmordowany Ethan Hunt musiał temu zapobiec.
No to teraz zastanówcie się...
Po jakiego wała ktoś miałby zadawać sobie trud i wykładać setki milionów dolarów na tak nonsensowne działania?
Porwą premiera i co? Świat odda się w ich ręce?
Żonusia mnie łaja, że przeklinam na telewizję. Niestety, mój próg odporności na oferowany w niej program ma pewne granice.
Antoni Macierewicz, największy szaleniec od czasów Piasta Kołodzieja, gość z facjatą, której widok są w stanie wytrzymać jedynie zaprawieni w wieloletnich bojach psychiatrzy, dostąpił zaszczytu pełnienia funkcji ministra obrony.
Jak bardzo przypomina mi on owych bondowskich świrów pragnących podporządkować sobie całą ludzkość! Tyle, że tamci byli: inteligentni, konsekwentni w działaniu i robili wszystko za własne pieniądze.
Aaaa! I byli odważni!
Odwagę zostawmy, inteligencję też, a o konsekwencji w działaniu to lepiej zapomnieć. Zostały pieniądze...
No to przypatrzmy się forsie.
Co robił Antoś i na co wydał 2% polskiego PKB przeznaczonego na armię?
- Kupił dużo konserw z terenów ogarniętych chorobą szalonych krów. Były zapewne w promocji...
- Mieliśmy fundusze na modernizację naszej armii. Polegała ona na naprawianiu sprzętu zakupionego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, na których wciąż widnieje napis: Zdziełano w CCCP.
- Kupił, a jakże, samoloty dla Vipów.
Bo nic tak wspaniale nie wspomaga obronności kraju jak skórzany fotel pod dupą pisowskiego posła.
- Zamówił plany (tylko plany!!!) ratowniczego okrętu ukrytego pod jakże niezrozumiałym kryptonimem "RATOWNIK".
Jest on nam wręcz niezbędny, bo ratuje nasze okręty podwodne, których nie mamy.
Ale...
Mamy czołgi!
Najwięcej w europejskiej części NATO.
W większości są już w wieku zgonu Michaela Jacksona i kryją się pod kryptonimem Made in USSR. Mamy też niemieckie czołgi Leopardy. Sęk w tym, że te ruskie dawno się już popsuły, a do niemieckich nie mamy amunicji.
- Mamy również tak zwany: WOT...
Zgraję rozmodlonych ćwierćinteligentów kochających uganiać się po wsiach i strzelać do bocianich gniazd, bo nikt nie wpadł na pomysł udostępnienia im wojskowych strzelnic. Zresztą i słusznie, bo mogliby pozabijać się nawzajem. To też byloby słuszne.
- Postawił sieć patriotycznych ławeczek, a resztę posłał do Torunia.
Pełen szacun!
Budżet wykonany, Trump nas chwali, obrona terytorialna przekuwa kosy na sztorc, a Morawicki zawierza nas kolejnej matce boskiej.
Niebawem zaobserwujemy tysiące kilometrów dróg zawalonych pielgrzymkowiczami, ku chwale Jezusa i dobrej zmiany.
I wszyscy z nich będą święcie przekonani, że Pani Gersfdof jest potomkinią Krzyżaków, a Kaczor Piastem.
Jak głęboko mamy jeszcze spaść, aby przejrzeć na oczy?
Chyba jeszcze zbyt płytko...
sobota, 14 lipca 2018
A pizza ma ponad tysiąc lat
Ja wiem, że moje wpisy o gotowaniu i historii nie cieszą się zbyt wielką poczytnością w grupach, do których należę. Jeżeli zaś pojadę po pismenach i dołączę ośmieszające ich zdjęcie, no to kilkanaście tysięcy otwarć murowane!
I dlatego muszę, od czasu do czasu, przestać zawracać sobie dupę zgrają pisowskich szkodników i napisać o czymś ciekawym.
Dziś będzie o pizzy.
Zakotłowanych polityką uprzedzam, że będzie tylko kilka politycznych wtrętów!
Przeżywamy obecnie dwie wyjątkowo rozreklamowane rocznice. Stulecie odrodzenia państwa polskiego i 550 lat naszego parlamentaryzmu.
Obie rocznice są, przynajmniej dla mnie, kupą pseudo narodowego bełkotu dla idiotów. Dla pisu świat się zaczyna, i kończy, na ostatnich dwóch latach ich gównianych rządów. Reszta to oklaski klakierów. Zero w tym prawdy, zero wiedzy i zero zasad.
Igrzyska, w których zawsze złe lwy zżerają bezbronnych chrześcijan, a Tusk siedzi rozparty na tronie z kciukiem skierowanym w dół i się lampi.
No, w mordę! Jakie to szczęście, że nareszcie do władzy doszli ci, którzy potrafią docenić wkład Polski w dziedzictwo cywilizowanego świata!
Nie jestem cywilizowanym światem i pozwalam sobie powiedzieć, że to gówno prawda!
Cywilizacja zaczęła się w roku 997. To rok, a nie numer na policję!
Otóż...
W tym właśnie roku annały odnotowują pierwszy przepis na pizzę.
Wygląda więc na to, że banalny placek z serem i bazylią, historycznie rzecz ujmując, kładzie na łopatki cały nasz parlamentaryzm o pięć wieków. No, bo kogo na świecie, do diabła, interesuje dziś jakiś walny sejm w Piotrkowie Trybunalskim w roku 1468? Daję sobie uciąć głowę, że połowa z Was także o nim nic nie wie! Bo i po co o tym cokolwiek wiedzieć?
Że zajmowali się podatkami na opłacenie żołdu dla armii zaciężnej, sprawami fałszywych monet, kompetencjami sądowych starostów, czy nakazem posługiwania się słowem pisanym w trosce o jednolite prawa w całym kraju?
Pozwolę sobie poodcinać dodatkowo wszystkie członki jeżeli ktokolwiek z pisu wie o tym sejmie cokolwiek.
Ale o pizzy wiedzą!
Bo każda pislandzka menda wyżera ich ze sto każdego roku. Skąd się biorą? Z telefonu.
997... Siara... I wszystko jasne!
To właściwie o czym ja dziś piszę?
Nawet pomidory zdążyli przywieść z Ameryki wcześniej niż zorganizowano pierwszy sejm.
Jeżeli zaś mielibyście ochotę na margeritę to wiedzcie, że z nie ma ona z panią (panem) Mazurek niczego wspólnego. Zasmakowała ona królowej Małgorzacie Sabaudzkiej grubo przed tym jak odzyskaliśmy niepodległość.
Ciekawe ilu z czytających ten post zrobiło samemu pizzę?
Z pewnością o wielu więcej od tych, którzy cokolwiek wiedzą o historii polskiego parlamentaryzmu.
Proszę zatem przestać mi pieprzyć głupoty o patriotyzmie i rocznicach.
Piwo, cola i pizza...
To jest tradycja!
O pięćset lat starsza.
A kiedy już napchacie się tym ciastem z bazylią i wydudlujecie browara, to pomyślcie...
Co jest dla Was ważniejsze...
Pieprzący głupoty Pączuś w namiocie za milion na dobę i oczekiwanie na zakaz sprzedaży wrażej pizzy, czy sejm w Piotrkowie Trybunalskim 550 lat temu...
I dlatego muszę, od czasu do czasu, przestać zawracać sobie dupę zgrają pisowskich szkodników i napisać o czymś ciekawym.
Dziś będzie o pizzy.
Zakotłowanych polityką uprzedzam, że będzie tylko kilka politycznych wtrętów!
Przeżywamy obecnie dwie wyjątkowo rozreklamowane rocznice. Stulecie odrodzenia państwa polskiego i 550 lat naszego parlamentaryzmu.
Obie rocznice są, przynajmniej dla mnie, kupą pseudo narodowego bełkotu dla idiotów. Dla pisu świat się zaczyna, i kończy, na ostatnich dwóch latach ich gównianych rządów. Reszta to oklaski klakierów. Zero w tym prawdy, zero wiedzy i zero zasad.
Igrzyska, w których zawsze złe lwy zżerają bezbronnych chrześcijan, a Tusk siedzi rozparty na tronie z kciukiem skierowanym w dół i się lampi.
No, w mordę! Jakie to szczęście, że nareszcie do władzy doszli ci, którzy potrafią docenić wkład Polski w dziedzictwo cywilizowanego świata!
Nie jestem cywilizowanym światem i pozwalam sobie powiedzieć, że to gówno prawda!
Cywilizacja zaczęła się w roku 997. To rok, a nie numer na policję!
Otóż...
W tym właśnie roku annały odnotowują pierwszy przepis na pizzę.
Wygląda więc na to, że banalny placek z serem i bazylią, historycznie rzecz ujmując, kładzie na łopatki cały nasz parlamentaryzm o pięć wieków. No, bo kogo na świecie, do diabła, interesuje dziś jakiś walny sejm w Piotrkowie Trybunalskim w roku 1468? Daję sobie uciąć głowę, że połowa z Was także o nim nic nie wie! Bo i po co o tym cokolwiek wiedzieć?
Że zajmowali się podatkami na opłacenie żołdu dla armii zaciężnej, sprawami fałszywych monet, kompetencjami sądowych starostów, czy nakazem posługiwania się słowem pisanym w trosce o jednolite prawa w całym kraju?
Pozwolę sobie poodcinać dodatkowo wszystkie członki jeżeli ktokolwiek z pisu wie o tym sejmie cokolwiek.
Ale o pizzy wiedzą!
Bo każda pislandzka menda wyżera ich ze sto każdego roku. Skąd się biorą? Z telefonu.
997... Siara... I wszystko jasne!
To właściwie o czym ja dziś piszę?
Nawet pomidory zdążyli przywieść z Ameryki wcześniej niż zorganizowano pierwszy sejm.
Jeżeli zaś mielibyście ochotę na margeritę to wiedzcie, że z nie ma ona z panią (panem) Mazurek niczego wspólnego. Zasmakowała ona królowej Małgorzacie Sabaudzkiej grubo przed tym jak odzyskaliśmy niepodległość.
Ciekawe ilu z czytających ten post zrobiło samemu pizzę?
Z pewnością o wielu więcej od tych, którzy cokolwiek wiedzą o historii polskiego parlamentaryzmu.
Proszę zatem przestać mi pieprzyć głupoty o patriotyzmie i rocznicach.
Piwo, cola i pizza...
To jest tradycja!
O pięćset lat starsza.
A kiedy już napchacie się tym ciastem z bazylią i wydudlujecie browara, to pomyślcie...
Co jest dla Was ważniejsze...
Pieprzący głupoty Pączuś w namiocie za milion na dobę i oczekiwanie na zakaz sprzedaży wrażej pizzy, czy sejm w Piotrkowie Trybunalskim 550 lat temu...
wtorek, 10 lipca 2018
To jest prawdziwy król! Chamy!!
W maju 1962 roku powstał zespół The Rolling Stones. Jego założyciel,
Brian Jones, był wówczas sprzedawcą w sklepie, Mick Jagger uczył się w
London School of Economics, a Keith Richards szukał roboty. Reszty w
zasadzie jeszcze nie było. Nie ma co tego wałkować. Wszyscy mieli fijoła
na punkcie rock'n'rolla, dragów i panienek, czyli... byli normalnymi
ludźmi od młodości.
Bo jeżeli ktoś, w wieku lat dwudziestu, myśli o przemijaniu, filozofii, modlitwie i podobnych duperelach, to jest jebnięty w dekiel. Oczywiście, że nie wszystkim wyszło to później na dobre, ale to już jest zupełnie inna historia.
Wszyscy ze składu Stonesów byli dziećmi klasy pracującej i byli prości jak dzida.
I nie mieli najmniejszej ochoty kłaniać się nikomu w pas lub udawać kogoś, kim nie byli.
Łatwo się dziś zorientować po czyjej stronie była racja.
Kapela istnieje 56 lat, a już 51 lat temu grali w Warszawie jako super gwiazdy. Podobno dostali za koncert wagon wypełniony wódką, bo przelicznik złotówki do funta był straszliwie chujowy, a nasz kraj wódką wszak stoi.
Gdzieś na początku mojego liceum, w czasach, w których Jagger obrabiał pewnie już drugą żonę, a ja pozowałem na wielkiego artystę plastyka i większość czasu spędzałem z ołówkiem w ręku, wpadło mi w oko zdjęcie Briana Jonesa. Znalazłem je dziś, ale opublikuję na końcu wpisu. Niestety, do czasu kiedy dorosłem, zdążył się utopić w swoim basenie.
Rysowałem jego twarz z pięćdziesiąt razy. Tak jak Morrisona, Hendrixa czy Janis Joplin...
Mick Jagger za dziesięć dni skończy 75 lat. Nie zrobił w swoim życiu niczego wielkiego. To tylko wokalista angielskiej kapeli. Miał kilka żon i ma sześcioro dzieci (chyba, bo nie mogę się doliczyć...), zaliczył ponoć cztery tysiące lasek.
Ma na swoim koncie dwieście milionów funtów i jest cholernie inteligentnym angielskim dżentelmenem.
I jeżeli mówi, że jest za stary na sędziego, ale nie tak stary, aby śpiewać, to...
... cała pislandzka hołoto!
Mordy w kubeł!
Prawdziwy król do was mówi!
Bo jeżeli ktoś, w wieku lat dwudziestu, myśli o przemijaniu, filozofii, modlitwie i podobnych duperelach, to jest jebnięty w dekiel. Oczywiście, że nie wszystkim wyszło to później na dobre, ale to już jest zupełnie inna historia.
Wszyscy ze składu Stonesów byli dziećmi klasy pracującej i byli prości jak dzida.
I nie mieli najmniejszej ochoty kłaniać się nikomu w pas lub udawać kogoś, kim nie byli.
Łatwo się dziś zorientować po czyjej stronie była racja.
Kapela istnieje 56 lat, a już 51 lat temu grali w Warszawie jako super gwiazdy. Podobno dostali za koncert wagon wypełniony wódką, bo przelicznik złotówki do funta był straszliwie chujowy, a nasz kraj wódką wszak stoi.
Gdzieś na początku mojego liceum, w czasach, w których Jagger obrabiał pewnie już drugą żonę, a ja pozowałem na wielkiego artystę plastyka i większość czasu spędzałem z ołówkiem w ręku, wpadło mi w oko zdjęcie Briana Jonesa. Znalazłem je dziś, ale opublikuję na końcu wpisu. Niestety, do czasu kiedy dorosłem, zdążył się utopić w swoim basenie.
Rysowałem jego twarz z pięćdziesiąt razy. Tak jak Morrisona, Hendrixa czy Janis Joplin...
Mick Jagger za dziesięć dni skończy 75 lat. Nie zrobił w swoim życiu niczego wielkiego. To tylko wokalista angielskiej kapeli. Miał kilka żon i ma sześcioro dzieci (chyba, bo nie mogę się doliczyć...), zaliczył ponoć cztery tysiące lasek.
Ma na swoim koncie dwieście milionów funtów i jest cholernie inteligentnym angielskim dżentelmenem.
I jeżeli mówi, że jest za stary na sędziego, ale nie tak stary, aby śpiewać, to...
... cała pislandzka hołoto!
Mordy w kubeł!
Prawdziwy król do was mówi!
poniedziałek, 9 lipca 2018
Jedno słowo... Rachoń
Nie wiem z jakiego powodu nie zająłem się dotychczas tym miśkiem. A to taki wdzięczny temat do wpisu. Muszę nadrobić zaległości.
Michał Rachoń prowadzi w telewizji, tej najbardziej publicznej, jakieś programy o tematyce informacyjnej. Informują one o tym, jakim wielkim Rachoń jest kutasem.
Już odpowiadam.
Jest wielki! Ma dwa metry!
Wieloryby: szacun!
Rachoń był onegdaj wybitnym drugoligowym koszykarzem. W sezonie 2004/2005 rozegrał dziesięć wybitnych meczów, w których zdobył 25 wybitnych punktów. Świat kibiców AZS Politechnika Gdańska do dziś męczą nocne polucje na wspomnienie owych wybitnych czynów Rachonia. Doszły mnie słuchy, że Scottie Pippen, Shaquille Oneal, Magic Johnson i Michael Jordan, w strachu przed Rachoniem, sprzedali swoje działki w Kalifornii i spierdolili na północ Republiki Czadu celem utopienia się w słoniowym gównie.
Rachoń przetrwał... jak, nie przymierzając, piramida Cheopsa i Atlantyk. Bo Rachoń zawsze i wszystkich rozkłada na łopatki. I w każdym z dziesięciu swoich kolejnych programów zdobywa 2 i pół punktu poparcia.
Świat Rachonia jest prosty jak kij od szczotki.
Kiedyś trener Rachonia powiedział Rachoniowi tak:
- Rachoń, ty ćwoku, popatrz! Tu jest piłka! To takie toto z gumy z powietrzem w środku! Czaisz chwilowo bazę?
- Ychmmm...
- A tam, na tej płycie, wisi takie toto okrągłe z siatką u dołu. Widzisz, barani łbie?
- Ychmmm...
- Jakby ci to teraz powiedzieć żebyś zrozumiał, ty tępa pało... Ta dziura... To mózg Kaczyńskiego. A twoim zadaniem jest się starać, aby nie naleciało do niej wody. Bo pada. Dotarło debilu?
- Ychmmm...
- To działaj!
I Rachoń działa!
Jak wygląda jego Info-program, wszyscy widzą. Głównym krytykiem teraźniejszości został bosy wieśniak Cejrowski, którego przesłaniem jest niezmienianie zbyt często majtek, a najskrytszym marzeniem... przeniesienie smrodu murzyńskiej chaty na nasz narodowy grunt.
I polski honor został uratowany!
Wolski pierdolnie o tym jeszcze wierszyk, Rosiewicz napisze pieśń, Pietrzak dostanie kolejne pół miliona na swoją fundację, a Rydzyk sto dwadzieścia melonów.
Szalalala la, zabawa trwa!
Posiedźcie w domu jeszcze dłużej.
Michał Rachoń prowadzi w telewizji, tej najbardziej publicznej, jakieś programy o tematyce informacyjnej. Informują one o tym, jakim wielkim Rachoń jest kutasem.
Już odpowiadam.
Jest wielki! Ma dwa metry!
Wieloryby: szacun!
Rachoń był onegdaj wybitnym drugoligowym koszykarzem. W sezonie 2004/2005 rozegrał dziesięć wybitnych meczów, w których zdobył 25 wybitnych punktów. Świat kibiców AZS Politechnika Gdańska do dziś męczą nocne polucje na wspomnienie owych wybitnych czynów Rachonia. Doszły mnie słuchy, że Scottie Pippen, Shaquille Oneal, Magic Johnson i Michael Jordan, w strachu przed Rachoniem, sprzedali swoje działki w Kalifornii i spierdolili na północ Republiki Czadu celem utopienia się w słoniowym gównie.
Rachoń przetrwał... jak, nie przymierzając, piramida Cheopsa i Atlantyk. Bo Rachoń zawsze i wszystkich rozkłada na łopatki. I w każdym z dziesięciu swoich kolejnych programów zdobywa 2 i pół punktu poparcia.
Świat Rachonia jest prosty jak kij od szczotki.
Kiedyś trener Rachonia powiedział Rachoniowi tak:
- Rachoń, ty ćwoku, popatrz! Tu jest piłka! To takie toto z gumy z powietrzem w środku! Czaisz chwilowo bazę?
- Ychmmm...
- A tam, na tej płycie, wisi takie toto okrągłe z siatką u dołu. Widzisz, barani łbie?
- Ychmmm...
- Jakby ci to teraz powiedzieć żebyś zrozumiał, ty tępa pało... Ta dziura... To mózg Kaczyńskiego. A twoim zadaniem jest się starać, aby nie naleciało do niej wody. Bo pada. Dotarło debilu?
- Ychmmm...
- To działaj!
I Rachoń działa!
Jak wygląda jego Info-program, wszyscy widzą. Głównym krytykiem teraźniejszości został bosy wieśniak Cejrowski, którego przesłaniem jest niezmienianie zbyt często majtek, a najskrytszym marzeniem... przeniesienie smrodu murzyńskiej chaty na nasz narodowy grunt.
I polski honor został uratowany!
Wolski pierdolnie o tym jeszcze wierszyk, Rosiewicz napisze pieśń, Pietrzak dostanie kolejne pół miliona na swoją fundację, a Rydzyk sto dwadzieścia melonów.
Szalalala la, zabawa trwa!
Posiedźcie w domu jeszcze dłużej.
sobota, 7 lipca 2018
Lato, lato wszędzie...
Nie każcie mi dziś pisać o polityce, bo jest za gorąco żebym chciał się denerwować. Nabazgrzę dziś o naszych narodowych przywarach.
A to taki ciekawy temat...
No to lecimy z koksem...
Nie jestem wielkim ekspertem w tych sprawach i, aby coś mądrego napisać, sięgnąłem do internetowych annałów. Otworzyłem pierwszą stronę i przeczytałem:
- Uważam, że Polacy mają wiele przywarów.
No i ch..j mi opadł.
Przestałem szukać dalszych przywarów.
Właściwie to powinien być koniec mojego wpisu, ale ja nie poddaję się tak łatwo. Poszukam naszych przywarów korzystając z przywarów własnych. A jest ci u mnie takowych przywarów dostatek!
Jestem złodziej, wandal i alkoholik. Jestem totalnie nietolerancyjny dupkiem, który na widok murzyna ostrzy maczetę. Niemców i Żydów toleruję jedynie osiem metrów pod wodą, a cały świat homo wysłałbym na Jowisza. Nieco dalej posłałbym wierzących w matki boskie siedmiu boleści, częstochowskie, fatimskie i kaczyńskie.
Ogólnie rzecz biorąc, najchętniej zaorałbym wszystko, od Bałtyku po Tatry, zeżarł wszystkim wątroby i spierdzielił do Nowej Zelandii.
I wcale nie dlatego, że tam jest ładniej, choć jest, a dlatego, że jedynie tutaj żyje tak gigantyczna ilość kompletnych pojebów, których mam obowiązek tolerować.
A ja jestem prosty prostak, któremu się to, tak najzwyczajniej, kompletnie nie podoba.
Świat jest bowiem zbyt piękny, a nasze życie za krótkie, abym miał się tym całym gównem przejmować.
Zróbcie sobie w to lato wakacje życia.
Walnijcie się na Alaskę pooglądać wieloryby, a potem na Wyspę Wielkanocną. Popływajcie z delfinami na Kubie i powąchajcie wyziewy z wulkanów na Okinawie. Zachwyćcie się Moną Lisą w Paryżu i Dawidem we Florencji.
Kurde! Co ja będę Wam mówił!
Robienie sobie dobrze jaszcze nikomu nie zepsuło
wzroku.
Wbrew opiniom tych, co mają dużo przywarów.
A to taki ciekawy temat...
No to lecimy z koksem...
Nie jestem wielkim ekspertem w tych sprawach i, aby coś mądrego napisać, sięgnąłem do internetowych annałów. Otworzyłem pierwszą stronę i przeczytałem:
- Uważam, że Polacy mają wiele przywarów.
No i ch..j mi opadł.
Przestałem szukać dalszych przywarów.
Właściwie to powinien być koniec mojego wpisu, ale ja nie poddaję się tak łatwo. Poszukam naszych przywarów korzystając z przywarów własnych. A jest ci u mnie takowych przywarów dostatek!
Jestem złodziej, wandal i alkoholik. Jestem totalnie nietolerancyjny dupkiem, który na widok murzyna ostrzy maczetę. Niemców i Żydów toleruję jedynie osiem metrów pod wodą, a cały świat homo wysłałbym na Jowisza. Nieco dalej posłałbym wierzących w matki boskie siedmiu boleści, częstochowskie, fatimskie i kaczyńskie.
Ogólnie rzecz biorąc, najchętniej zaorałbym wszystko, od Bałtyku po Tatry, zeżarł wszystkim wątroby i spierdzielił do Nowej Zelandii.
I wcale nie dlatego, że tam jest ładniej, choć jest, a dlatego, że jedynie tutaj żyje tak gigantyczna ilość kompletnych pojebów, których mam obowiązek tolerować.
A ja jestem prosty prostak, któremu się to, tak najzwyczajniej, kompletnie nie podoba.
Świat jest bowiem zbyt piękny, a nasze życie za krótkie, abym miał się tym całym gównem przejmować.
Zróbcie sobie w to lato wakacje życia.
Walnijcie się na Alaskę pooglądać wieloryby, a potem na Wyspę Wielkanocną. Popływajcie z delfinami na Kubie i powąchajcie wyziewy z wulkanów na Okinawie. Zachwyćcie się Moną Lisą w Paryżu i Dawidem we Florencji.
Kurde! Co ja będę Wam mówił!
Robienie sobie dobrze jaszcze nikomu nie zepsuło
wzroku.
Wbrew opiniom tych, co mają dużo przywarów.
piątek, 6 lipca 2018
Kolejny sukces Morawieckiego
Jedynie za Gierka nasz kraj odnotowywał podobną ilość sukcesów, co za obecnych rządów. Gdzie by wówczas człek nie zerknął - tam był sukces. A gdzie był sukces - tam było na ludowo.
Bo pis, podobnie do Jaroszewicza i Gierka, kochali i wciąż kochają lud nasz i basta.
Tamci zbudowali Malucha dla mas, a ci wynieśli malucha masom do rangi cysorza.
Ktoś wątpi, że Gierek był uczciwszy?
Nie pisałem chyba z tydzień, ale po publikacji 817 postów, można zrobić sobie kilka dni wolnego. Znając jednak siebie, zaległości odrobię w tydzień.
Pisanie bloga cholernie bowiem uzależnia i zawsze znajdzie się temat, który warto byłoby poruszyć.
Podobnie jest z władzą.
Nasi prominenci, żeby nie wiem jak wielkimi byli idiotami, czują genetyczną potrzebę wypowiedzenia się na każdy temat, niezależnie od tego, czy mają o nich jakąś wiedzę, czy nie.
Robienie z siebie nawet kompletnego wała, politycy zawsze będą uważać za swój niebywały sukces.
I tu widzę główną różnicę pomiędzy głoszeniem moich poglądów, przeze mnie na moim blogu, a nimi. Ja, jak nie mam niczego do powiedzenia, to zamykam dziób i milczę.
Pamiętacie to przysłowie o milczeniu i mowie...
Rozgadałem się. Wybaczcie.
Chyba to było w ostatni piątek...
Siedzieliśmy sobie grzecznie na działce przy zakrapianej kolacji, a z domku dobiegał głos z telewizorni. Produkował się w niej nasz najświętszy Krzywousty Dżunior. Coś tam pieprzył o niebywałym sukcesie na linii Polska-Izrael. Nie słuchałem tego gówna.
Po kilku dniach Mateuszek przeniósł się na Okęcie wspierając wiecznie psujące się silniki Rolls Royce z najnowszego Dreamlinera; na tle kretyńskiego usia siusia, w wykonaniu zespołu pieśni i tańca Mazowsze, zaczął pierdolić jakieś dyrdymały o wolności.
Jak ktoś nie ma niczego do powiedzenia, to natychmiast napusza się i wpada w patriotyczne nuty. Że ojczysty, że honorowy, że pełen narodowego wdzięku...
To niby ten samolot?
Litości!
Nic nie znaczące przymiotniki, takie sranie w banie. Pożywka dla tępego plebsu i odgrzebany Gierek.
Brakowało w tym tylko Patryczka Jakiego i pieśni rozpoczynającej się od słów:
"Na lewo most
Na prawo most
Dołem Wisłoka płynieeee!"
I gitarrrrra! Niech se płynie dalej, bo Mateuszek koniecznie musiał do Bruksellllli... gdzie
skala jego kretynizmu osiągnęła swoje apogeum. Nawet nie chce mi się przytaczać na to przykładów, bo wszyscy je znają bodaj lepiej ode mnie.
Opiszę to tak...
Jest kilka rodzajów klaunów.
- Pierwsi, to tacy naturalnie śmieszni. Na przykład Suski. Obiło mi się o uszy, że ów błazen zdał sobie ostatnio sprawę ze swojej głupoty i zapowiedział pozwy do sądu przeciwko jego suskości. Czekam z niecierpliwością na swoją kolej.
Kolejny żałosny bezmózg, oderwany dynamitem od opolskiego pługa, to oczywiście ten od rabladora. Nazwiska chyba nie muszę przytaczać.
- Są do nich podobni, ale z nutką bolesnej schizofrenii. Tu lista się wydłuża. Mamy Dudusia, który się nieustannie uczy, Staśka Piotrowicza, co go torturowała komuna, Tarczyńskiego, co jego dziadziuś wcale nie był szmalcownikiem, Mamy Szydłową od kolejnictwa i... tę... wiecznie uśmiechniętą bździągwę od szkolnictwa. Sorry, ale nie pamiętam jak się wabi. A jest jeszcze Pietrzak, Rosiewicz, Wolski...
- Kolejny rodzaj, to zwyczajni paranoicy i obłąkańcy. Na najwyższym stopniu stoi tu oczywiście Jarosław, którego spicze o dochodzeniu do prawdy już zajęły poczesne miejsce w annałach psychiatrii.
No i jest Krzywousty.
Drugie miejsce.
Człek ewidentnie chory, który wdrapał się na premiera po szczeblach grabi swojej poprzedniczki. Historyk nieznający historii, bankowiec od siedmiu boleści i premier od ośmieszania naszego kraju.
Czegoś tu jednak brakuje...
Może namiotu wypożyczonego na jeden dzień za milion złotych? Może Jakiego, wraz z jego oświadczeniem, że był w szkole prymasem.
Nie wiem.
Za żadne skarby nie oczekuję od rządzących odpowiedzi na proste pytanie:
- Dlaczego najpierw wywołano wojnę z całym światem o tzw."polskie obozy zagłady" i zmianę ustawy o IPN, a później zaczęto o tym negocjować z USA, Izraelem i cholera wie z kim jeszcze innym, a teraz, kiedy mądrzejsi ustąpili debilom, ci ogłaszają swoje zwycięstwo!!!
A może by tak wystarczyło nie wywoływać tej wojny i nie byłby sprawy?
Ale nie!
Bo pis zawsze zwycięża.
Najczęściej 27 do 1.
Przekładając to na język polski, brzmi to tak:
Kaczorowi apologeci są zbyt durni, aby cokolwiek z tego zrozumieć, ale wiedzą, że pis ma zawsze rację.
Mój poprzedni wpis przeczytał jakiś pisowski obłąkaniec i zaczął srożyć piórka, że to niby nie rozumiem idei pomocy najuboższym, a mój język to seksizm, bo określiłem mianem "siksa" bezrobotną od urodzenia niewiastę, żyjącą z dawania dupy kolejnym adoratorom celem zdobycia kolejnych pięciuset złotych na następne dziecko.
Odpisałem mu tak:
- Jesteś głupcem przyjacielu.
Co mi odpisał?
- Nie jestem twoim przyjacielem!!!
Czujecie to?
Nie zaprzeczył, że jest głupcem, obraziło go słowo: przyjaciel.
Musiałbym zlecieć z Giewontu na łeb, do Zakopanego, aby zeszmacić swój mózg na tyle, ażeby połknąć choćby jedno słowo wypowiedziane z ust tych oszukańczych tępaków z pisu.
I tak na koniec...
Oto najnowsza historia Polski...
Czy i Wam chce się teraz rzygać?
Bo pis, podobnie do Jaroszewicza i Gierka, kochali i wciąż kochają lud nasz i basta.
Tamci zbudowali Malucha dla mas, a ci wynieśli malucha masom do rangi cysorza.
Ktoś wątpi, że Gierek był uczciwszy?
Nie pisałem chyba z tydzień, ale po publikacji 817 postów, można zrobić sobie kilka dni wolnego. Znając jednak siebie, zaległości odrobię w tydzień.
Pisanie bloga cholernie bowiem uzależnia i zawsze znajdzie się temat, który warto byłoby poruszyć.
Podobnie jest z władzą.
Nasi prominenci, żeby nie wiem jak wielkimi byli idiotami, czują genetyczną potrzebę wypowiedzenia się na każdy temat, niezależnie od tego, czy mają o nich jakąś wiedzę, czy nie.
Robienie z siebie nawet kompletnego wała, politycy zawsze będą uważać za swój niebywały sukces.
I tu widzę główną różnicę pomiędzy głoszeniem moich poglądów, przeze mnie na moim blogu, a nimi. Ja, jak nie mam niczego do powiedzenia, to zamykam dziób i milczę.
Pamiętacie to przysłowie o milczeniu i mowie...
Rozgadałem się. Wybaczcie.
Chyba to było w ostatni piątek...
Siedzieliśmy sobie grzecznie na działce przy zakrapianej kolacji, a z domku dobiegał głos z telewizorni. Produkował się w niej nasz najświętszy Krzywousty Dżunior. Coś tam pieprzył o niebywałym sukcesie na linii Polska-Izrael. Nie słuchałem tego gówna.
Po kilku dniach Mateuszek przeniósł się na Okęcie wspierając wiecznie psujące się silniki Rolls Royce z najnowszego Dreamlinera; na tle kretyńskiego usia siusia, w wykonaniu zespołu pieśni i tańca Mazowsze, zaczął pierdolić jakieś dyrdymały o wolności.
Jak ktoś nie ma niczego do powiedzenia, to natychmiast napusza się i wpada w patriotyczne nuty. Że ojczysty, że honorowy, że pełen narodowego wdzięku...
To niby ten samolot?
Litości!
Nic nie znaczące przymiotniki, takie sranie w banie. Pożywka dla tępego plebsu i odgrzebany Gierek.
Brakowało w tym tylko Patryczka Jakiego i pieśni rozpoczynającej się od słów:
"Na lewo most
Na prawo most
Dołem Wisłoka płynieeee!"
I gitarrrrra! Niech se płynie dalej, bo Mateuszek koniecznie musiał do Bruksellllli... gdzie
skala jego kretynizmu osiągnęła swoje apogeum. Nawet nie chce mi się przytaczać na to przykładów, bo wszyscy je znają bodaj lepiej ode mnie.
Opiszę to tak...
Jest kilka rodzajów klaunów.
- Pierwsi, to tacy naturalnie śmieszni. Na przykład Suski. Obiło mi się o uszy, że ów błazen zdał sobie ostatnio sprawę ze swojej głupoty i zapowiedział pozwy do sądu przeciwko jego suskości. Czekam z niecierpliwością na swoją kolej.
Kolejny żałosny bezmózg, oderwany dynamitem od opolskiego pługa, to oczywiście ten od rabladora. Nazwiska chyba nie muszę przytaczać.
- Są do nich podobni, ale z nutką bolesnej schizofrenii. Tu lista się wydłuża. Mamy Dudusia, który się nieustannie uczy, Staśka Piotrowicza, co go torturowała komuna, Tarczyńskiego, co jego dziadziuś wcale nie był szmalcownikiem, Mamy Szydłową od kolejnictwa i... tę... wiecznie uśmiechniętą bździągwę od szkolnictwa. Sorry, ale nie pamiętam jak się wabi. A jest jeszcze Pietrzak, Rosiewicz, Wolski...
- Kolejny rodzaj, to zwyczajni paranoicy i obłąkańcy. Na najwyższym stopniu stoi tu oczywiście Jarosław, którego spicze o dochodzeniu do prawdy już zajęły poczesne miejsce w annałach psychiatrii.
No i jest Krzywousty.
Drugie miejsce.
Człek ewidentnie chory, który wdrapał się na premiera po szczeblach grabi swojej poprzedniczki. Historyk nieznający historii, bankowiec od siedmiu boleści i premier od ośmieszania naszego kraju.
Czegoś tu jednak brakuje...
Może namiotu wypożyczonego na jeden dzień za milion złotych? Może Jakiego, wraz z jego oświadczeniem, że był w szkole prymasem.
Nie wiem.
Za żadne skarby nie oczekuję od rządzących odpowiedzi na proste pytanie:
- Dlaczego najpierw wywołano wojnę z całym światem o tzw."polskie obozy zagłady" i zmianę ustawy o IPN, a później zaczęto o tym negocjować z USA, Izraelem i cholera wie z kim jeszcze innym, a teraz, kiedy mądrzejsi ustąpili debilom, ci ogłaszają swoje zwycięstwo!!!
A może by tak wystarczyło nie wywoływać tej wojny i nie byłby sprawy?
Ale nie!
Bo pis zawsze zwycięża.
Najczęściej 27 do 1.
Przekładając to na język polski, brzmi to tak:
Kaczorowi apologeci są zbyt durni, aby cokolwiek z tego zrozumieć, ale wiedzą, że pis ma zawsze rację.
Mój poprzedni wpis przeczytał jakiś pisowski obłąkaniec i zaczął srożyć piórka, że to niby nie rozumiem idei pomocy najuboższym, a mój język to seksizm, bo określiłem mianem "siksa" bezrobotną od urodzenia niewiastę, żyjącą z dawania dupy kolejnym adoratorom celem zdobycia kolejnych pięciuset złotych na następne dziecko.
Odpisałem mu tak:
- Jesteś głupcem przyjacielu.
Co mi odpisał?
- Nie jestem twoim przyjacielem!!!
Czujecie to?
Nie zaprzeczył, że jest głupcem, obraziło go słowo: przyjaciel.
Musiałbym zlecieć z Giewontu na łeb, do Zakopanego, aby zeszmacić swój mózg na tyle, ażeby połknąć choćby jedno słowo wypowiedziane z ust tych oszukańczych tępaków z pisu.
I tak na koniec...
Oto najnowsza historia Polski...
Czy i Wam chce się teraz rzygać?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








